Modlitwa.



Wyświetlono wersję archiwalną tematu "Modlitwa." z forum polonus.livenet.pl/





kenworth2000 - 2008-10-21, 10:23

Hiob mogę cię oaz innych forumowiczów prosić o modlitwę ? Nigdy nie byłem specjalnie religijny do kościoła chodziłem raz na rok lub rzadziej dopiero teraz odkryłem ile traciłem nie chodząc do kościoła . Wszytko zaczęło się przez to ze zostawiła mnie dziewczyna z która byłem 2 lata dla której poświęcałem każda sekundę życia i każdy grosz . Liczyło się tylko szczęście jej teraz gdy jestem już sam zwracałem się do Boga z prośba o pomoc żeby tylko wróciła do mnie . Modle się o to nieustannie oraz chodze do kościoła . Wiem , że ludzie zwracają się do Boga jeśli tylko cos potrzebuja . Lecz ja chce byc już oddany Bogu prosząc go o pomoc jednocześnie . Proszę módlcie się o to by mi się udało wrócić do końca do Boga oraz nadziei na lepsze dni .

Vul - 2008-10-21, 10:29

módlcie się o to by mi się udało wrócić do końca do Boga oraz nadziei na lepsze dni


Dzisiaj o 15-tej... obiecuję... ufaj a jak strapienie i emocje miną używaj swojej woli i módl się aby trwać w wierze

Zbyszek Michał - 2008-10-21, 10:46

Będę o Tobie pamiętał
hiob - 2008-10-21, 18:57

Ja także będę o Tobie, kenworth2000, pamiętał dziś w moich modlitwach. Prawdę mówiąc każdego dnia modlę się za wszystkich odwiedzających moją stronkę i moje forum, ale dziś dołączę Twoje intencje w szczególny sposób.

kenworth2000 - 2008-10-21, 21:34

Nie wiem jak mogę wam podziękować za wsparcie duchowe . Może po prostu powiem " Bóg zapłać " i wierze , że uda mi się zejść na dobrą drogę życia chodź mam pewne obawy związane z spowiedzią świętą co powie ksiądz jak powiem kiedy ostatnio byłem na spowiedzi ...
Zbyszek Michał - 2008-10-21, 21:40

mój nie tylko to przeżył ale bardzo mądrze mną pokierował. Odwagi!
kenworth2000 - 2008-10-21, 21:54

Nie ma się według mnie czym chwalić w moim przypadku w końcu młody chłopak 18 letni zwracający się do Boga z prośbą o pomoc po tylu latach to wstyd . Dla innych z kolei to wstyd zwracać się do Boga ale według mnie to jest odwaga zwrócić się o pomoc i docenić to wszytko co zrobił już dla mnie .
Vul - 2008-10-21, 22:05

Na szczęście zwracasz się do Nieskończonej Miłości i Miłosierdzia więc nie masz co się wstydzić tylko ciesz się, że nie czekałeś dłużej i nie daj się kudłatemu (jam nazywa go Hiob) odwieźć Cię od jak najszybszej spowiedzi. Będzie robił teraz wszystko, żeby Ci to utrudnić - przygotuj się na to. A Ty ustal termin, przygotuj się, wzbudź żal za grzechy i choćby się paliło IDŹ Włączę Cię ponownie do modlitwy jak to zrobiłem o 15-tej
kenworth2000 - 2008-10-21, 22:13

Postawiłem sobie rok temu cel żeby iść do bierzmowania ale nie poszedłem i żałowałem bo wypominała mi to dziewczyna nom stop teraz porozmawiam z księdzem od religii na ten temat . Może się wreszcie uda z nowymi siłami .

Jednocześnie mam pytanie do ciebie Vul , Hiob , ALex oraz innych .
Czy zawsze wierzyliście tak głęboko w Boga i byliście mu oddani modląc się ? Czy byliście też może tacy jak ja przez pewien czas błądzący .

Vul - 2008-10-21, 22:35

Czy zawsze wierzyliście tak głęboko w Boga


Bóg dopuścił do mnie w 2000 roku śmiertelną chorobę. Wtedy, jak zwykle w cierpieniu, zwróciliśmy się z żoną do Niego o pomoc. I otrzymałem uzdrowienie duchowe i cielesne. Swoją drogą wybrał Bóg ciekawe miejsce tego uzdrowienia jak dla Rzymskiego Katolika - Grabarkę Mijałby lata... i jak jest dobrze to się o Bogu zapomina... Teraz, we wrześniu znowu przyszło cierpienie i znów Bóg mnie ocalił. Teraz postanowiłem być z nim w sprawach drobnych i poważnych jak jest mi dobrze i jak jest mi źle. Jak brak mi emocjonalnej miłości do Boga to ofiarować mu miłość przy pomocy aktu woli. I żyć, wykorzystywać swoje talenty i modlić się więcej dla innych... skoro drugi raz mnie ocalił to znaczy, że mam coś do zrobienia

ajw - 2008-10-21, 22:54

o których niewierzące osoby mówią jaki niewiarygodny zbieg okoliczności...



Z ciekawości zapytam - jakie to są zdarzenia? Co przez takie sformułowanie rozumiesz? Jestem ciekaw z tego względu iż jestem od jakieś 7 lat osobą niewierzącą.

P.S. Nie wiem jak inni ale chyba robimy mały OFF topic - może przenieść posty do już istniejącego tematu (jeżeli takowy istnieje) albo po prostu zał. nowy w odpowiednim dziale. Takie moje małe spostrzeżenie.

Zbyszek Michał - 2008-10-21, 23:29

Z ciekawości zapytam - jakie to są zdarzenia?

gdy np. pokłóciłem się z żoną tak że już nie było szansy innej oprócz modlitwy. I tu nagle wszystko się odwraca. Gdy nie wiem jak z dzieckiem się bawić, modle się "bo sam nie jestem w stanie nic wymyślić" i następnego dnia córcia sama coś proponuje (ma niecałe 6 lat). Gdy prowadzę projekt, który NIE MOŻE się udać, a tu główny oponent nagle proponuje świetne wyjście (łatwiej mu było projekt załatwić). To był cud, a stało się to gdy powierzyłem projekt Panu, a przed warsztatami odmówiłem cały różaniec. Itd

Vul - 2008-10-22, 01:27

jakie to są zdarzenia?


Np to, że przed chwilą zaraz po modlitwie gdy miałem iść spać przeczytałem fragment pisma, w którym było napisane [Jr 11:6]"I rzekł Pan do mnie: Ogłoś wszystkie te słowa w miastach judzkich i na ulicach Jerozolimy. Słuchajcie słów tego przymierza i wypełniajcie je!" i po tym postanowiłem jeszcze zajrzeć przed snem na forum by znaleźć tutaj Twoją prośbę.

Gdy umierał Jan Paweł II w dniu śmierci modliliśmy się z na zmianę z żoną w jego intencji. Tak się złożyło, że akurat ja byłem wtedy w kościele przy Najświętszym Sakramencie o godzinie 21:30 i płacząc modliłem się za niego a po otwarciu Pisma Św. otrzymałem takie słowo: Pan skierował do mnie te słowa: «Synu człowieczy, oto zabieram ci nagle radość twych oczu, ale nie lamentuj ani nie płacz, ani nie pozwól, by płynęły ci łzy. Wzdychaj w milczeniu, nie przywdziewaj żałoby jakby po umarłym, zawiąż sobie zawój dokoła głowy, sandały włóż na nogi, nie przysłaniaj brody, nie spożywaj chleba żałoby!»[Ez 24, 15-17]

Gdy rodziła nam się 3-cia córeczka mieszkaliśmy na 34 metrach w jednym pokoju w czwórkę z żoną, ale przyjęliśmy ufnie to dziecko wierząc, że jak Bóg dał to i Bóg wykarmi. Dostałem spadek. Kupiliśmy mieszkanie i samochód.

Gdy jechaliśmy do Grabarki podczas jazdy w samochodzie śpiewaliśmy różne piosenki: "Szła dzieweczka..." itp nagle nasza, wtedy 4 letnia córeczka zaczęła nagle śpiewać na swoją melodię "jedziemy... wrócimy zdrowi..." śpiewała tak ok 1,5 minuty. Nas z żoną zatkało bo nasze córeczki nie wiedziały, że jestem tak poważnie chory.

Gdy pogniewaliśmy się na zabój z żoną a tu nasze 5 i 6-cioletnie córeczki mówią nam "chodźcie z nami uklęknąć do modlitwy" i nagle jak za dotknięciem różdżki wszystko się odmienia.

Zawsze modlimy się przed podróżą naszą modlitwą do Aniołów Stróżów. "Panie, wyślij Swoje Anioły przed nami aby nas strzegły, chroniły i zachowały na życie wieczne. Amen". Moja żona z najmłodsza córeczką w brzuchu. Około miesiąca przed porodem. Prowadzi samochód (Renault Thalia), jedzie sama. Pas zapięty jak na matkę w stanie błogosławionym przystało pod i nad brzuchem. Czołowe zderzenie. Poduszka bezpieczeństwa (na szczęście dla dziecka, nie otwiera się). Nikomu nic się nie stało. Śmiałem się (dużo później), że całą energię wziął na siebie jej anioł stróż.

Zakończę takim może trochę zabawnym zdarzeniem jak dojechałem na "Zdrowaś Maria" do teściowej. Święta, zima, zimno, śnieg taki, że nie można zaparkować na poboczu. Na jezdni lodowisko. Gaśnie mi samochód. Nie chce zapalić - stoję prawie na środku jezdni, na poboczu śnieg. 3 kilometry do teściowej. Dzieci i żona z tyłu. Otwieram maskę. Zgrabiałymi palcami próbuję odnaleźć przyczynę. Nic to nie daje. Akumulator prawie rozładowany od prób zapalania. Wsiadam do środka i odmawiamy ufnie "Zdrowaś Mario". Przekręcam kluczyk. Zapalam i dojeżdżamy do teściowej. tam gaśnie na amen. Musiał przyjść mechanik ze wsi i wymienić stacyjkę, ale to już po Świętach

I tak na każdym kroku. Jak jestem z Panem i chcę zauważyc cuda i znaki to zdarzają się na każdym kroku. Idę spać. Z Bogiem. Dobranoc.

hiob - 2008-10-22, 18:06

Nie wiem jak mogę wam podziękować za wsparcie duchowe .



Naprawdę nie masz za co. To minimum, jakie możemy dla Ciebie zrobić. Tym bardziej, że robimy to także dla siebie.

... mam pewne obawy związane z spowiedzią świętą co powie ksiądz jak powiem kiedy ostatnio byłem na spowiedzi ...



O to się nie powinieneś obawiać wcale. Nie takie rzeczy słyszał ksiądz. Ksiądz jest jak lekarz. Lekarz nie obraża się, nie czuje się zszokowany, jak pacjent przychodzi z rakiem. Nie mówi: "Powinieneś tylko przyjść, jak się skaleczysz w palec", ale po prostu leczy. Kapłan jest lekarzem duszy i także leczy to,co najważniejsze. I jeżeli ma jakieś odczucia, to zapewne jest to radość, że może pomóc temu, kto pomocy potrzebuje.

ajw - 2008-10-22, 18:12

Vul,

Dziękuję za odpowiedz. Szczerze mówiąc spodziewałem się tego typu odpowiedzi, jednak "chciałem to usłyszeć".

Wszystkie Twoje, sam nie wiem jak je nazwać, przygody (?) są niesamowite i ciesze się, że zakończyły się happy endem. Jednak takie podejście moim zdaniem jest swego rodzaju naciąganiem rzeczywistości. Dajmy na to przykład z zepsutym samochodem (ostatni). Co byś powiedział jakby samochód nie odpalił w ogóle? Zostalibyście na środku ulicy podczas zamieci? Wtedy, prawdopodobnie, mówiłbyś że taka była wola Pana albo że był to swego rodzaju test dla Ciebie i Twojej rodziny. Jeżeli się mylę to proszę o sprostowanie. Oczywiście przyjechałaby zapewne pomoc drogowa albo jakiś przejezdny zaholowałby Was do jakiegoś bezpiecznego miejsca. Resztę przykładów w sumie można tak samo określić. Jestem tego zdania ponieważ gdy dzieje się coś źle, jakaś katastrofa, wypadek itp. to wiele os. wierzących właśnie w taki sposób to tłumaczą: bo taka była wola Pana czy coś w tym stylu.

Dla mnie, podane przez Ciebie przykłady, są to po prostu szczęśliwe przypadki, "wynagrodzenie" że jesteś odpowiedzialnym człowiekiem itp. (zresztą jak sam wcześniej napisałeś: "jaki niewiarygodny zbieg okoliczności.."). Wróćmy do tego przykładu z samochodem. To, że odpaliłeś samochód - albo po prostu miałeś szczęście albo była to "nagroda" za to, że dbałeś o ten samochód, przeglądy były regularne i rzetelnie przeprowadzane a nie "e, tam - jeszcze się JAKOŚ będzie jeździć" co można wielokrotnie usłyszeć w warsztatach. Może odpaliłeś właśnie dlatego.
Przykład z "zamianą" mieszkania - a co jest wtedy, gdy osoby ubogie, bardzo ubogie, mające kilkoro dzieci mieszkają na marnym metrażu? Im Bóg nie wynagrodził i nie wynagradza tego, że wierzą w Niego.

Zbyszek Michał - 2008-10-22, 18:28

prostu szczęśliwe przypadki

czyli wierzysz w przypadek . A ja w Boga. Dobrze hiob napisał - każdy jest wierzący . Swoją drogą takiej Twojej odpowiedzi się spodziewałem - osoby niewierzące w Boga mówią zawsze o przypadku

Alex - 2008-10-22, 19:02

Czy zawsze wierzyliście tak głęboko w Boga i byliście mu oddani modląc się ? Czy byliście też może tacy jak ja przez pewien czas błądzący .



Dobre pytanie. Często zastanawiam się jaka jest ta moja wiara, czy można ją w ogóle nazwać głęboką. Pan Bóg do każdego indywidualnie dobiera klucz, każdego prowadzi drogą przeznaczoną tylko dla niego, wie czego potrzebujemy, a czego byłoby dla nas za dużo, co pewnie zmarnowalibyśmy. Nie mam na przykład łaski pocieszenia na modlitwie, nie przeżywam wiary emocjonalnie, ciągle walczę z wątpliwościami, ze sceptycyzmem. Ale na pociechę otrzymałam inną łaskę - łaskę pragnienia Boga. I kiedy widzę, że ta moja wiara wisi już na włosku i wydaje mi się w danej chwili, że Go nie ma - to na pewno wiem, że chciałabym, żeby był....

A jednocześnie gdyby ktoś mnie zapytał czy Bóg istnieje, to bez żadnych wahań odpowiedziałabym, że na pewno tak, bo dał mi się dotknąć dwa razy w moim życiu - tak namacalnie, realnie, tak do szpiku kości. Często Bóg dopuszcza byśmy coś w życiu stracili (bardzo często jest to zdrowie i ja tu nie jestem wyjątkiem) tak, by to jakieś cenne dla nas dobro nie przysłaniało nam samego Boga, byśmy mieli okazję Go dostrzec. Ktoś traci swoje zdrowie lub zdrowie bliskich, ktoś pracę, a ktoś dziewczynę.... Ważne, by wiedzieć, że w którymś momencie czas otrzeć łzy i zacząć słuchać... Bóg na pewno da Ci poznać, że jest przy Tobie... tylko powiedz Mu, że tego chcesz, bo On jest dyskretny - czeka na nasze zaproszenie...

hiob - 2008-10-23, 03:58

... takie podejście moim zdaniem jest swego rodzaju naciąganiem rzeczywistości. Dajmy na to przykład z zepsutym samochodem (ostatni). Co byś powiedział jakby samochód nie odpalił w ogóle? Zostalibyście na środku ulicy podczas zamieci? Wtedy, prawdopodobnie, mówiłbyś że taka była wola Pana albo że był to swego rodzaju test dla Ciebie i Twojej rodziny. Jeżeli się mylę to proszę o sprostowanie.



Oczywiście, że Bóg nie jest złotą rybką, ani dżinem spełniającym każde nasze życzenie. To nie jest "duchowy jednoręki bandyta", któremu wrzuca się parę modlitw, pociąga za wajchę i liczy na potrójne BARy. Bóg jest dobrym, kochającym ojcem i zawsze nam daje to, co jest dla nas dobre, a nie to, co my chcemy. Tak więc jak nam się psują samochody to jedziemy do warsztatu, nie do kościoła. Ale nie zmienia to faktu, że także otrzymujemy od Boga takie nadzwyczajne dary-jak niewytłumaczalne uruchomienie samochodu, czy odejście chuliganów którzy chcieli nas pobić, czy też uzdrowienie z choroby.

Przy okazji dowcip, który mi się przypomniał i który jest bardzo a propos. Siostry zakonne pracujące w szpitalu wracają do klasztoru po dniu pracy, ale zabrakło im benzyny i samochód się zatrzymał. Przypomniały sobie, że minęły niedawno stację benzynową, więc postanowiły na nogach podejść i kupić trochę benzyny. Nie miały co prawda kanistra, ale miały basen dla chorych, więc wlały do niego litr benzyny, bo tyle tylko im trzeba było, by wrócić na stację i dolać do pełna. A gdy wlewały ten płyn z basenu do baku, przejeżdżał akurat obok jakiś inny kierowca, zobaczył co siostry robią i pomyślał: "Tak. To się dopiero nazywa prawdziwa wiara!"

Bóg sam najlepiej wie, co jest dla nas najlepsze. I prawda jest taka, że jakby w basenie nie było benzyny, to zapewne auto sióstr by nie zapaliło. Ale też prawdą jest, że jest wiele niewytłumaczalnych zjawisk i to nie takich, jak te nasze, opisane powyżej, ale zjawisk badanych przez naukę. Wystarczy wspomnieć Cud eucharystyczny z Lanciano, Całun Turyński, obraz Matki Bożej z Guadalupe, czy kobietę, która nie mając do dziś źrenic oczu odzyskała wzrok po modlitwie wstawienniczej Padre Pio. Przykładów zresztą są tysiące, ale też faktem jest, że wierzącemu żadne dowody nie są potrzebne, a niewierzącego żadne nie przekonają. Wiara jest darem od Boga. Można Go prosić o ten dar, ale nie można "udowodnić" istnienia Boga tak, jak się udowadnia twierdzenia matematyczne. Co zresztą nie zmienia w niczym faktu, że logika nam mówi jasno, że Bóg istnieje.

Sam nie wiem jak Świat powstał, z czego, w jaki sposób po co i dlaczego. Jestem "za cienki w uszach" by rozmyślać o takich rzeczach. Jestem jednak "zwolennikiem" teorii, że Świat powstał w wyniku swego rodzaju wybuchu, połączenia się czegoś z czymś. Nie będę się tu rozpisywał bo nie miałoby to większego sensu gdyż po prostu się na tym nie znam i szczerze mówiąc nie trapi mnie to pytanie. Jest tyle możliwości i jedna bardziej prawdopodobna od drugiej.



Widzisz, a ja przeciwnie. Mnie to bardzo interesuje, wręcz pasjonuje. Dlaczego w ogóle raczej jest "coś" niż "nic"? Dlaczego w ogóle cokolwiek powstało? Przecież świat nie musiał powstać? Jak to możliwe, że coś, co jest zupełnie nieprawdopodobne stało się faktem? I dlaczego jesteśmy my, rozumne istoty? Nasza obecność jest tu krytycznie ważna, bo jakby nas nie było, z praktycznego punktu widzenia świat nie istniałby w ogóle. Jakie bowiem ma znaczenie istnienie czegoś, gdy nie istnieje obserwator który może to coś zaobserwować?

"Big Bang" w zasadzie nie jest już nawet teorią, można go uznać za fakt. Wszystkie obserwowalne zjawiska, wszystkie badania potwierdzają tę teorię. Wiemy, że się wydarzyła 13,7 miliarda lat temu, wiemy co się działo od "progu Plancka". Nie wiemy co się działo wcześniej (o ile można mówić o "wcześniej" w tym przypadku, bo "przed" progiem Plancka nie istniał czas. Jednak ta "era Plancka" trwała zaledwie 1 x 10 do -43 sekundy, czyli 1/10000000000000000000000000000000000000000000 sekundy. Niemniej jednak najwybitniejsi fizycy i kosmologowie bardzo intensywnie starają się poznać co się działo w tamtym okresie. Kto to "wymyśli", kto to opisze, ma pewnego Nobla.

Najzabawniejsze jest to, że wśród najwybitniejszych fizyków, zarówno w historii, jak i współczesnych nie ma zbyt wielu ateistów. Może nie każdy jest chrześcijaninem, ale niemal każdy wierzy w jakiegoś Architekta wszechświata. Wręcz uważa się, że wszechświat bardziej przypomina "myśl", niż "maszynę". To biologowie są ateistami, bo im się wydaje, że wszystko wyewoluowało z prymitywnej komórki do skomplikowanego człowieka. Ale i komórka nie jest taka prymitywna, jak się np. wydawało Darwinowi i nauka też nie umie wytłumaczyć "dlaczego" powstały pierwsze, najprymitywniejsze, żywe i potrafiące się rozmnażać komórki. Nauka pewnie pozna jak to się dokładnie stało, ale nie pozna nigdy dlaczego. Bo nauka poznaje mechanizmy, nie poznaje przyczyn.

Natomiast fizycy widzą wyraźnie, że nic nie było proste. Nic nie było przypadkowe. Nie było nigdy żadnego chaosu. Od samego początku wszystkie parametry, wszystkie siły, masy, prędkości były doskonale skoordynowane ze sobą. Gdyby jakakolwiek z tych początkowych wielkości była nieznacznie inna, wszechświat by nie mógł powstać. A prawdopodobieństwo, że powstały one samoczynnie i przypadkowo jest praktycznie równe zeru. Dużo bardziej prawdopodobne jest, że tornado uderzy w składnicę złomu i przypadkiem zbuduje Boeinga.

Jeżeli chodzi o wiarę - może to trochę puste ale wierzę po prostu w człowieka. W to, że poprzez jego ciekawość, a czasem i lenistwo bo ono jest główną przyczyną wynalazków, może osiągnąć bardzo wiele. Jednak "wiara w człowieka" nie ogranicza się dla mnie tylko i wyłącznie do wynalazków. Jest to też pomoc innemu człowiekowi. Ile ludzi na Świecie żyje nadal tylko dla tego, że inni ludzie "oddali" bezinteresownie część siebie?



Wiara w Boga nie wyklucza w żaden sposób tego typu wiary w człowieka o której mówisz. To nie jest alternatywa: "albo Bóg, albo człowiek". A do tego sam podałeś bardzo ważki argument na to, że Bóg istnieje. Mianowicie głos sumienia, czy też potrzeba pomocy innym itp. Dlaczego to mamy? Dlaczego to odczuwamy? Dlaczego zachowanie nazistów było niemoralne? Dlaczego USA mając taką niesamowitą militarną przewagę "cacka się z wrogami", przestrzega (przynajmniej teoretycznie) jakiś międzynarodowych przepisów o traktowaniu jeńców wojennych itd, itp? Jeżeli bylibyśmy tylko wytworem bezmyślnej ewolucji, to te wszystkie rzeczy byłyby zupełnie niezrozumiałe. Nie jest niemoralną rzeczą dla drapieżników zabijać "niewinne sarenki". Ale ludzie pomagają słabszym i nawet okazują litość i traktują humanitarnie wrogów, jeńców wojennych. Dlaczego? Jedyne logiczne wytłumaczenie to ten głos, zaszczepiony każdemu w sercu przez Stworzyciela, który jest Miłością. Głos sumienia. Bo na pewno nie dała nam go ewolucja. Sumienie jest największym wrogiem ewolucji, bo nie pozwala przetrwać najmocniejszym, najbardziej przystosowanym niszcząc tych, którzy są "odpadami ewolucji". A naziści dlatego właśnie zostali potępieni,że zastąpili Boga Darwinem i uważali, że mają prawo, jako rasa wyższa niż Żydzi, Cyganie, czy Polacy, do unicestwienia tych "podludzi".

Vul - 2008-10-23, 09:48

Oczywiście, że Bóg nie jest złotą rybką, ani dżinem spełniającym każde nasze życzenie.


Artek - 2008-10-23, 10:37

Z ciekawości zapytam - jakie to są zdarzenia? Co przez takie sformułowanie rozumiesz? Jestem ciekaw z tego względu iż jestem od jakieś 7 lat osobą niewierzącą.



kenworth2000 - 2008-10-24, 20:57

Dziękuje za modlitwy w mojej intencji im bardziej sie modliłem do Pana Boga i mówiłem do Boga prosząc go żeby się ułożyło to miałem tym więcej problemów i utrudnień . Lecz nie poddałem się i dziś pojechałem do ukochanej mojej i powiedziałem co myślę na temat wszystkiego , że im bardziej się modlę do Boga tym trudniej jest mi z nią rozmawiać bo nie chce itp. Jak usłyszała te słowa ode mnie odpowiedziała mi , że jak jestem dobry do siły złe wtedy mnie atakują bo mają kogo atakować i mają jak mi podkładać kłody pod nogi . Rozmawiało mi się z nią bardzo dobrze dziś może dla tego ze pokazałem się z kwiatami i nowym misiem do kolekcji Ale mam nadzieje , że Bóg mi pomorze z moim życiem żeby mi się ułożyło wszytko po mojej myśli , zaczynając od miłości aż do sukcesów zawodowych. Układa mi się wszystko dobrze jak na razie ale i tak mam strach przed tym jak powie mi " Filip i tak nie chce być z tobą " to jest strach myśl o samotnym sylwestrze czy innych dniach ... jest mi ciężko o tym myśleć ale wierze ,że bóg mi pomoże nie zostawi mnie samego duchowo i fizycznie .

Panie ufam tobie i otwieram swoje serce zapraszając cię do niego Amen .

Zbyszek Michał - 2008-10-24, 21:55

Ciesze się kenworth2000, że wszystko idzie w dobrą stronę. Zauważyłem to samo co Ty - w momencie gdy zaczynam się gorąco modlić zły się aktywizuje i bywa czasem ciężko. Swoją drogą wywołałeś ciekawą dyskusję

Dla mnie kluczem do wiary w Boga nie są cuda (których jak pisałem doświadczam), ale wiara w sens życia. Sens którego nie tworzę, ale który MOGĘ wypełnić. Mogę bo zostałem obdarzony wolną wolą. Codziennie po modlitwie powtarzam sobie (sobie, nie Bogu, to jest jakby moja obietnica przed Panem) "bądź wola Twoja"! Jakakolwiek. Nawet jeśli nagroda będzie w przyszłym życiu. Jestem biznesmenem i oznacza to że czasem muszę patrzeć jak ktoś to wykorzystuje i działa na moją szkodę. Prawdziwy cud zdarzy się gdy KAŻDY wyrok Pana przyjmę jako dobro.

hiob - 2008-10-25, 05:08

... Codziennie po modlitwie powtarzam sobie (sobie, nie Bogu, to jest jakby moja obietnica przed Panem) "bądź wola Twoja"! ...



Ja oczywiście wiem, co masz na myśli, ale chciałbym trochę sprecyzować Twoją myśl. Mógłby bowiem ktoś pomyśleć, że to do siebie mówisz "Bądź wola twoja". Tymczasem nawet, jak to powtarzasz sobie, to jednak mówisz to do Boga, mówisz "Bądź wola Boga, nie moja", prawda?

Kiedyś usłyszałem bardzo dobre podsumowanie tego słowami, że na końcu, gdy staniemy twarzą w twarz z Jezusem, albo my Mu powiemy "Bądź wola Twoja", albo On nam powie dokładnie to samo, powie nam: "Bądź wola twoja". Bo wybór jest nasz i On go uszanuje. Albo poddamy się woli Boga, albo sami będziemy swoim bogiem i będziemy postępować według naszej woli.

Na tym zresztą polegał grzech naszych prarodziców, grzech pierworodny. Nie na tym, że zjedli zakazany owoc. Na tym, że chcieli sami decydować, co jest dobrem, a co złem i chcieli sami być jak Bóg. Tym właśnie ich skusił kudłaty. (Czy też raczej w tym przypadku pokręcony ) :

Wtedy rzekł wąż do niewiasty: Na pewno nie umrzecie! Ale wie Bóg, że gdy spożyjecie owoc z tego drzewa, otworzą się wam oczy i tak jak Bóg będziecie znali dobro i zło. Wtedy niewiasta spostrzegła, że drzewo to ma owoce dobre do jedzenia, że jest ono rozkoszą dla oczu i że owoce tego drzewa nadają się do zdobycia wiedzy. Zerwała zatem z niego owoc, skosztowała i dała swemu mężowi, który był z nią: a on zjadł. (Rdz 3, 4-6)

Dużo się teraz mówi u nas o najbliższych wyborach. Bardzo wielu katolików będzie głosowało na Baracka Husseina Obamę Drugiego. Mimo,że Kościół wyraźnie uczy, że taki głos jest totalnie sprzeczny z nauczaniem Kościoła. Nie było w historii wyborów prezydenckich kandydata bardziej proaborcyjnego. Barack Hussein Obama zawsze głosował za aborcją, glosował za finansowaniem aborcji z budżetu państwa, za "late term abortion", czyli legalizacją mordowania na wpół urodzonych dzieci poprzez przebicie nożyczkami główki i wyssanie mózgu, aż do dziewiątego miesiąca ciąży włącznie i glosował przeciwko prawu zabraniającemu zabijanie dzieci, które przeżyły zabieg aborcji i urodziły się żywe.

Nie wiem, jak ktokolwiek, katolik, czy nie, może popierać takiego potwora. A jednak są ludzie, są "katolicy", którzy mówią: "Ale on poprawi ekonomię, zakończy wojnę w Iraku, da nam powszechne ubezpieczenia zdrowotne" itd. Ludzie sami sobie są bogami, sami decydują co jest ważne. To nic, że w samych Stanach Zjednoczonych zabija się ponad milion niewinnych dzieci każdego roku. ważne, żeby ekonomia się poprawiła i żeby konto mi w banku rosło.

Nikt nie może dwom panom służyć. Bo albo jednego będzie nienawidził, a drugiego będzie miłował; albo z jednym będzie trzymał, a drugim wzgardzi. Nie możecie służyć Bogu i Mamonie. (Mt 6, 24)

Rozgadałem się nie na temat może, przepraszam. Wracając jednak do modlitwy, proszę Was także o modlitwę w intencji naszych wyborów. Ja swoje zrobiłem. Oddałem już swój głos. W Północnej Karolinie lokale wyborcze są otwarte od 16. października. W najbliższą niedzielę zaczynam nowennę w tej intencji. Poza moim normalnym różańcem, odmówię codziennie jedną z tajemnic w intencji najbliższych wyborów. Teraz mamy także okres 40-dniowego okresu postu i modlitw w intencji nienarodzonych dzieci. Ten okres, ta akcja kończy się w następną niedzielę, dwa dni przed wyborami. Ja ją "pociągnę" jeszcze te dwa dni, do zamknięcia urn wyborczych. I wierzę, że Bóg może zrobić cud. Inaczej raczej będzie z nami krucho. Bo jak Ameryka się nie nawróci, a Bóg jej nie ukarze, to będzie On winien Sodomie i Gomorze przeprosiny.

Zbyszek Michał - 2008-10-25, 13:37

"Bądź wola Boga, nie moja", prawda?

oczywiście. Chciałem tu zaznaczyć że to nie jest moja zgoda (jak do dziecka: "zrób jak uważasz"), lecz moja deklaracja że przyjmę ją taką jaka będzie bo wiem że to jest dla mojego dobra. Moje myślenie o moim dobrze jest najczęściej błędne i chcę przyjąć wolę Pana. To też jest moja prośba: "Daj mi proszę Boże siłę bym przyjął KAŻDĄ Twoją wolę"

Vul - 2008-10-25, 16:39

Ale mam nadzieje , że Bóg mi pomorze z moim życiem żeby mi się ułożyło wszytko po mojej myśli

Zaufaj Bogu a wszystko ułoży się nie po Twojej myśli ale według woli Bożej, która (i tutaj musisz Bogu zaufać) będzie najlepsza dla Ciebie.

Jak miałem roczek zabili mojego prawdziwego tatę. Pił, bił moja mamę. Mama po moim urodzeniu ofiarowała mnie pod opiekę Maryi i oddała Jezusowi. Powiedziała: "jeżeli ma mój syn wyrosnąć na kogoś złego to zabierz mi go, proszę... ja przyjmę Twoją wolę". Czekała na mnie i modliła się przez 8 lat. Lekarze stwierdzili, że nic już z tego nie będzie. Rok po moim urodzeniu Bóg powołał do siebie mojego tatę, który bardzo mnie kochał... ale po roku wstrzemięźliwości nie wytrzymał i znów zaczął pić. Gdy wracał pijany zabili i obrabowali go bandyci.

Patrząc z mojej obecnej perspektywy mogę stwierdzić, że było to lepsze i dla niego (ofiarowałem za jego duszę odpust i wierzę, że dostąpi zbawienia) i dla mnie - miałem szansę nawrócić się a przy nim pewnie bym wyrósł na niezłego rozrabiakę albo może już nie żył nie mając szansy na zbawienie.

Także, gdy się o coś modlę, muszę pamiętać o "bądź wola Twoja" bo wiem, że Bóg mnie wysłucha ale wiem, że może zadziałać "po swojemu" i ja mogę nie od razu to zrozumieć chociaż będzie to dla mojego dobra

Artek - 2008-10-25, 17:55

Bo jak Ameryka się nawróci, a Bóg jej nie ukarze, to będzie On winien Sodomie i Gomorze przeprosiny.



Hiob, ja nie do końca rozumiem to zdanie

hiob - 2008-10-25, 20:10


Alex - 2008-10-26, 10:21

(...) Bardzo wielu katolików będzie głosowało na Baracka Husseina Obamę Drugiego. Mimo,że Kościół wyraźnie uczy, że taki głos jest totalnie sprzeczny z nauczaniem Kościoła.


Podepnę się pod Twój, Hiobie, OT i podam link do wywiadu, w którym jakiś amerykański teolog próbuje udowodnić, że katolik może z czystym sumieniem głosować na Obamę. Może to będzie dla Ciebie ciekawe : http://wyborcza.pl/1,7649...s_nadzieje.html

szymon - 2008-10-26, 11:25

http://wyborcza.pl/1,7649...s_nadzieje.html

Do Hioba - to jest gazeta "szmata", przepraszam, że tak się wyrażam, ale mądrym ludziom nie przystoi jej czytać...

P. Obama jest członkiem jakiegoś kościoła, takiego dziwnego odłamu, co bardzo białych nie lubi... Zresztą wystarczy w google wpisać "lustracja Obamy".

Alex - 2008-10-26, 11:52

Szymon, tu nie chodzi o gazetę ale o wywiad z teologiem. Ten teolog nie jest redaktorem tego pisma. Chodzi o rodzaj argumentacji, której używa, by uzasadnić swoje poglądy. Z tego, co Hiob pisał, można wywnioskować, że ten sposób myślenia podziela wielu Amerykanów i może dobrze jest go poznać i przemyśleć, choćby po to, by nie dać się zwieść diabłu wystrojonemu w ornat. Mądrym ludziom może nie przystoi czytać wszystkiego, jak leci ale na pewno przystoi myśleć samodzielnie - tak więc pozwól, proszę, i innym samodzielnie ocenić to, co czytają.

No tak, ale z tego zrobił się już taki off topic, że zasługuje na wywalenie .

Pozdrawiam

szymon - 2008-10-26, 11:57

Ostatnia odpowiedź do Alex - powiedz mi, czy uwierzyłabyś np. szatanowi, gdyby Cię do dobrego przekonywał? Bo ja nie, bo coś złego za tym by stało...
Alex - 2008-10-26, 14:14

powiedz mi, czy uwierzyłabyś np. szatanowi, gdyby Cię do dobrego przekonywał? Bo ja nie, bo coś złego za tym by stało...


To dobre pytanie. Jednym ze sposobów działania sztana jest zwiedzenie czyli takie przedstawienie pokusy, byśmy byli przekonani, że angażujemy się w dobro.

W ten właśnie sposób diabeł kusił Jezusa na pustyni:"Jeśli jesteś Synem Bożym, powiedz, żeby te kamienie stały się chlebem ." (Mt4,1-11). Och, gdybyśmy tak mogli zamieniać kamienie w chleb - nie byłoby głodu na świecie, ocalilibyśmy tyle istnień, byłoby mniej cierpienia... Czyż to nie jest dobre?

Przeczytaj ten wywiad z teologiem. On posługuje się takim samym mechanizmem:

(...)całościowa wizja życia społecznego i politycznego Obamy i tak jest o wiele bardziej zbieżna z katolickim rozumieniem dobra wspólnego niż wizja McCaina. (...) Przekonania Obamy są więc zbieżne z tym, co mówił Jan Paweł II na temat "globalnej solidarności i globalizacji bez marginalizacji". (...) Zwycięstwo Obamy może przyczynić się do ograniczenia rasizmu i dyskryminacji.

Innymi słowy: owszem, zginie więcej nienarodzonych dzieci, ale za to nie będzie rasizmu i dyskryminacji. Czyż nie warto? Przecież rasizm jest złem więc walczmy ze złem. A zezwolenie na aborcję to tylko koszt uboczny.
A jeśli czytasz takie słowa, że "wizja Obamy jest zbieżna z katolickim rozumieniem dobra" - slowa wypowiedziane przez teologa, to przecież to brzmi dobrze.

I tak szatan zwodzi człowieka, a że jest bytem inteligentnym, sprytnym, posługującym się kłamstwem w sposób mistrzowski - zwodzi skutecznie, przynajmniej skutecznie zwiódł naszego teologa.

Myślę, że każdy z nas mógłby sobie przypomnieć sytuacje ze swojego własnego życia , w których usprawiedliwiał jakieś swoje odstępstwa pozornym dobrem. I zdarza się, że długo tkwimy w przeświadczeniu, że dokonaliśmy dobrego wyboru. To mogą być drobne sprawy ale mogą być również trudne sytuacje życiowe, w których dajemy się Złemu oszukać z powodu braku rozeznania, z braku wiedzy. Np. kiedy dotknięci poważną chorobą szukamy ratunku np. u bioenergoterapeutów. Do niedawna byliśmy przekonani, że to nic złego, ponieważ sam Kościół, w osobach swoich proboszczów, otwierał drzwi przed takimi uzdrowicielami. Starsi pamiętają zapewne Clive'a Harrisa, którego "seanse uzdrowicielskie" organizowane były w parafiach. TUTAJ można znaleźć bardzo ciekawe świadectwo osoby pomagającej swego czasu Harrisowi.

Kościół dał się zwieść, bo brakowało mu rozeznania, brakowało mu wiedzy czym jest bienergoterapia i jak może być niebezpieczna dla życia nie tylko fizycznego ale przede wszystkim duchowego. I chociaż obecnie tę wiedzę już posiadł to problem wciąż jest aktualny, ponieważ człowiek w dramatycznej sytuacji, w zagrożeniu, w rozpaczy jest doskonałym celem szatana.

Wiemy, że nie jesteśmy bezbronni wobec Zła, że jeśli jesteśmy blisko Jezusa, to nic nam nie grozi, bo jesteśmy mocni Jego mocą - jak powiedziała była współpracowniczka Harrisa: "Całe doświadczenie z Harrisem nauczyło mnie jednego. Wiem, że człowiek modlitwy może być chroniony."
A żeby nasz rozeznanie szatańskiego oszustwa było jeszcze skuteczniejsze, potrzebna jest wiedza. Wiedza o różnych zjawiskach będących formą zwiedzenia pozwoli nam być bardziej wyczulonymi i wrażliwszymi na przyczajone zło. Dlatego warto przeczytać np. wywiad z amerykańskim teologiem, nawet jeśli jest zamieszczony w nielubianej Gazecie Wyborczej, choćby po to, by pogłębić swą wiedzę o sposobach działania Złego; tak, byśmy uzbrojeni w tę wiedzę i w Bożą Łaskę mogli skutecznie bronić się przed zwiedzeniem. Czego Tobie, Szymonie, i sobie życzę.

Pozdrawiam

hiob - 2008-10-26, 15:33


Alex - 2008-11-01, 18:48

Jestem zdania, że każda modlitwa jest przez Boga wysłuchiwana i Bóg spełnia prośby ale, tak jak pisał Hiob, spełnia z punktu widzenia kochającego ojca czyli daje nam to co jest dobre dla najważniejszej rzeczy, jaką jest nasze zbawienie. I w tym kontekście może Bóg dopuścić (ale nie zesłać) cierpienie, wtedy gdy może nas ono wprowadzić na drogę do zbawienia.



W lipcu tego roku przebywał w Polsce ojciec John Bashobora, charyzmatyk, za którego pośrednictwem Bóg dokonuje wielu uzdrowień, uwalnia osoby opętane, podobno było kilka wskrzeszeń . W trakcie swego pobytu o. John odwiedził m.in. podopiecznych Fundacji "Pasja Życia", która zajmuje się młodzieżą dotkniętą narkomanią. W audycji Radia Józef "Pocieszenie i strapienie" siostra Jolanta Glapka, zalożycielka tej Fundacji, opowiadała jak to młodzież przygotowywała się do tej wizyty i jak wielkie wiązała z nią oczekiwania.

Na ojca Johna - z nadzieją na cud - czekał również chłopak, który na skutek narkotykowych eksperymentów stracił wzrok. Niestety - chociaż dokonały się cuda uzdrowienia podczas tego spotkania - Boża Łaska nie dotknęła niewidomego chłopaka. Strasznie był zawiedziony, płakał, zamknął się w sobie, zamilkł. Ale po jakimś czasie, krok po kroku, zaczęła następować przemiana. Chłopak stał się bardziej otwarty, radośniejszy, zaczął być bardziej aktywny we wspólnocie, zaczął - jak powiedział - "widzieć od środka". A któregoś dnia wyznał siostrze Joli, że wtedy prosił Boga o cud tylko po to, by móc uciec z ośrodka i wrócić do narkotyków, bo tylko takie życie znał. A ponieważ nie widział - musiał zdać się na innych i pozostać w ośrodku, co zaowocowało nawróceniem.

To jeszcze jeden przykład "z życia wzięty", że Bóg znając nasze serce, daje nam to, czego potrzebujemy, a nie to czego pragniemy - na szczęście dla nas.

Ojciec John w dniach 19-23 listopada znowu będzie w Polsce: w Lublinie i w Warszawie. To są zamknięte rekolekcje (trzeba wcześniej się zapisać) i wygląda na to, że już nie ma miejsc. Ale 23 listopada o godz. 20.15 organizatorzy zapraszają na otwartą Mszę św. w kościele św. Dominika w Warszawie. Jeśłi ktoś ma taką możliwość - warto pójść, by doświadczyć mocy Boga. I chociaż wielu ludzi oczekuje uzdrowienia fizycznego, to tym, co jest najmocniejszym dotknięciem Boga to uzdrowienia duszy. A TUTAJ można przeczytać świadectwa osób, które doświadczyły Bożej Łaski podczas gdańskich rekolekcji.

hiob - 2008-11-01, 21:07



[...] Na ojca Johna - z nadzieją na cud - czekał również chłopak, który na skutek narkotykowych eksperymentów stracił wzrok. Niestety - chociaż dokonały się cuda uzdrowienia podczas tego spotkania - Boża Łaska nie dotknęła niewidomego chłopaka. Strasznie był zawiedziony, płakał, zamknął się w sobie, zamilkł. Ale po jakimś czasie, krok po kroku, zaczęła następować przemiana. Chłopak stał się bardziej otwarty, radośniejszy, zaczął być bardziej aktywny we wspólnocie, zaczął - jak powiedział - "widzieć od środka". A któregoś dnia wyznał siostrze Joli, że wtedy prosił Boga o cud tylko po to, by móc uciec z ośrodka i wrócić do narkotyków, bo tylko takie życie znał. A ponieważ nie widział - musiał zdać się na innych i pozostać w ośrodku, co zaowocowało nawróceniem.

To jeszcze jeden przykład "z życia wzięty", że Bóg znając nasze serce, daje nam to, czego potrzebujemy, a nie to czego pragniemy - na szczęście dla nas.



Dziękuję za ten przykład. Przypomniał mi, że podczas mojego pobytu w Medjugorie byłem troszkę zawiedziony, bo nie widziałem żadnego cudu. Nie zamieniły mi się łańcuszki w różańcu na złote, nie obracał się krzyż na Kiżevacu, nie wirowało słońce. A przecież co chwilę ktoś dawał świadectwo, że widział podobne znaki. Ale teraz widzę, że to była łaska. Prawdopodobnie ważniejsze byłoby dla mnie to, co widziały moje oczy i nie usłyszałbym tego, co się działo w mojej duszy. Tymczasem tam się stał prawdziwy cud i to dużo potężniejszy. Nie odmienił się łańcuszek w moim różańcu, ale odmieniło się moje życie.

Piszesz, że ojciec John podobno nawet przywraca zmarłych do życia. Cóż. Ojciec Placyd i każdy kapłan robi to także. Każdy z nas, mając śmiertelny grzech, jest martwy. Chodzący zombi. Cud, jaki spotkal tego niewidomego chłopca jest znacznie większy, znacznie "cudowniejszy", niż przywrócenie kogoś do fizycznego życia. Zresztą Bóg dopuszcza takie znaki tylko dlatego, by nam uświadomić, że każdy z nas może być świadkiem prawdziwego cudu w konfesjonale. Cudu przywrócenia nas do życia wiecznego.

Przypominają się historia z paralitykiem:

I oto przynieśli Mu paralityka, leżącego na łożu. Jezus, widząc ich wiarę, rzekł do paralityka: Ufaj, synu! Odpuszczają ci się twoje grzechy. Na to pomyśleli sobie niektórzy z uczonych w Piśmie: On bluźni. A Jezus, znając ich myśli, rzekł: Dlaczego złe myśli nurtują w waszych sercach? Cóż bowiem jest łatwiej powiedzieć: Odpuszczają ci się twoje grzechy, czy też powiedzieć: Wstań i chodź! Otóż żebyście wiedzieli, iż Syn Człowieczy ma na ziemi władzę odpuszczania grzechów - rzekł do paralityka: Wstań, weź swoje łoże i idź do domu! On wstał i poszedł do domu. A tłumy ogarnął lęk na ten widok, i wielbiły Boga, który takiej mocy udzielił ludziom. (Mt 9, 2-8)

I warto zwrócić uwagę, że św. Mateusz zauważa, pod wpływem Ducha Świętego, że wszyscy mówili, że to "ludziom", w liczbie mnogiej, Bóg udzielił takiej mocy. To nie tylko Jezus ma tę moc, on jej udzielił kapłanom:

A Jezus znowu rzekł do nich: Pokój wam! Jak Ojciec Mnie posłał, tak i Ja was posyłam. Po tych słowach tchnął na nich i powiedział im: Weźmijcie Ducha Świętego! Którym odpuścicie grzechy, są im odpuszczone, a którym zatrzymacie, są im zatrzymane. (J 20, 21-23)

A więc... na co niektórzy z nas ciągle czekają? Nie chcą być świadkami cudu? Pozdrawiam i lecę, bo u nas spowiedź jest tylko w soboty. I przepraszam wszystkich, kogo mogłem urazić. Nie miałem takiej intencji.

Alex - 2008-11-01, 22:17

Piszesz, że ojciec John podobno nawet przywraca zmarłych do życia. Cóż. Ojciec Placyd i każdy kapłan robi to także.


Masz racię. Toteż na tych spotkaniach przede wszystkim podkreśla się wagę uzdrowienia duszy, serca człowieka. Napisałam o wskrzeszeniach "podobno", ponieważ nie spotkałam się w internecie z żadnym "bezpośrednim" świadectwem takiego cudu. Natomiast po gdańskiej konferencji przeczytałam trochę na temat posługi ojca Johna i wysłuchałam kilku audycji w Radio Józef z udziałem organizatorów i uczestników tej konferencji oraz audycji Roberta Tekieli dostępnych na stronie Frondy. Wszyscy mówili zgodnie, że o.Bashobora to boży czlowiek o dziecięcej wierze: prostej, ufnej - dla nas lubiących czasem komplikować sprawy proste - wręcz rozbrajającej.

Ja wiem, że takie cuda mogą wywoływać wątpliwości: uzdrowienie z choroby - to jeszcze mieści się w "dopuszczalnych ramach" (także moich), ale wskrzeszenie - tutaj mój tzw. "zdrowy rozsądek" każe mi wątpić. Podczas gdańskiego spotkania, w części, w której już nie mogłam niestety uczestniczyć, miały miejsce ujawnienia się szatana i egzorcyzmy trwały przez całą noc. Z nadzieją o uwolnienie przyjechały osoby nawet z Ukrainy i z Rumunii. Robert Tekieli, który posługiwal wtedy modlitwą wstawienniczą twierdzi, że na skutek tego doświadczenia jego życie całkowicie się odmieniło - był świadkiem cudów.

Bóg przychodzi do każdego w inny sposób - do jednych z mocą, do innych delikatnie, dyskretnie. I chociaż tak w głębi duszy to chyba każdy z nas chciałby doświadczyć mocy Boga w jakimś niezwykłym wydarzeniu, to większości z nas pozostaje zbieranie tych drobnych okruszyn codzienności, tych małych cudów, które są dostrzegalne tylko wtedy, jeśli naprawdę wytęży się wzrok. I myśłę, że takie kolekcjonowanie tych Bożych okruchów wymaga od nas nierzadko wielkiego wysiłku i wierności w zwykłej, powtarzalnej, nieatrakcyjnej codzienności. I jak tak pomyśleć - to to też jest cud.
Zdjecia - Świat Flyffa
Czy w Biblii napisane są bzdury??
Drogi szynowe.
Bronie i Sety (Mercenary i Vagrant)
balonik
PLS 2008/2009
Liga Światowa 2008
nasze wspaniałe cyfrówki
Fotki z tras gości tego forum
Rozmowy przy kufelku
Rekolekcje patriotyczne
Maska Admina
Opony do BMW
Cabovery z USA
zima
Przegląd wątków z for internetowych : Strona Główna
Odnośniki,